Marian Grzegoszczyk
Urodził się w 1966 roku w Skrzyszowie, mieszka w Gołkowicach. Tam uczęszczał do szkoły podstawowej. Od dziecka ciągnęło go do prac plastycznych. Ze śmiechem wspomina o zakazie przynoszenia do szkoły ołówków i kredek, bo w zeszytach miał więcej rysunków niż notatek z lekcji. Malował wszystko, ale najchętniej motywy myśliwskie. Zaczął także rzeźbić, najpierw w mydle, później także w drewnie.
Po ukończeniu szkoły zawodowej w Gorzycach rozpoczął w 1984 roku pracę w KWK „Moszczenica”. W połowie lat 90. nawiązał znajomość z Józefem Królem, który prowadził na terenie kopalni pracownię rzeźbiarską. Spotkanie to okazało się dla niego kluczowe, gdyż właśnie tam po raz pierwszy zetknął się z grafitem jako materiałem rzeźbiarskim. Pierwsze samodzielne próby rzeźbienia w tym tworzywie podjął po przeniesieniu na kopalnię „Jastrzębie” w 2000 roku. Pracował w Oddziale Przewozowym, w Dziale Wydobywczym, ukończył także kurs ratownika górniczego.
Pozytywny odbiór jego prac przez przełożonych, w tym wspierającego działania twórcze nadsztygara Włodzimierza Folka, zaowocowały propozycją zatrudnienia w warsztacie rzeźbiarskim działającym na terenie kopalni. Współpracował z Bogdanem Krauzem, Teresą Makarą i Mariuszem Mikem. Aby sprostać licznym zamówieniom na przedmioty o charakterze pamiątkarskim, wykorzystywał formy odlewnicze, które wypełniał mieszanką żywicy, proszku grafitowego i kitu kwasoodpornego KWB 110 lub KGB. Wspomina:
Zdarzało się, że rzeźba wyszła z formy z ubytkami, które trzeba było wypełnić. Robiło się to właśnie przy pomocy kitu kwasoodpornego. Jeśli nikt mi nie przeszkadzał, to taki odlew był gotowy w ciągu jednej zmiany.
Wśród licznych realizacji wykonanych tą techniką dominowały figury Skarbnika oraz św. Barbary, postaci szczególnie bliskich górniczej tradycji i symbolice. W dużych ilościach powstawały kufle, puchary czy kilofki, które często posiadały skrytkę z menzurką na tabakę, znaną tylko wtajemniczonym. Same figury św. Barbary, chociaż odlewane z formy, różniły się detalami. Niektóre z nich zdobione były kolorowymi kamieniami, łańcuszkami, koronami i mieczami np. z mosiądzu.
Czasami jego prace miały charakter indywidualny, tworzone z myślą o konkretnym odbiorcy. Tak powstał np. św. Franciszek na drewnianym krzyżu, w otoczeniu ptaków czy św. Krzysztof.
W 2011 roku Marian Grzegoszczyk przeszedł na emeryturę. Ze względu na ogromne zainteresowanie wyrobami z grafitu zdecydował się na otwarcie prywatnego warsztatu, który stworzył w piwnicy swojego domu. Nosi się z zamiarem wybudowania paleniska kowalskiego do prac metaloplastycznych. Pracownia, jak mówi, jest dla niego odskocznią od codzienności, a kiedy ma chwilę przerwy w rzeźbieniu, zajmuje się modelarstwem. Obecnie składa model motocyklu Junak, którego posiadał w młodości, złożył także model Syreny 105 i Forda Mustanga.
W elektrody i mieszankę grafitową zaopatruje się w firmie Carbograf w Raciborzu. Tworzy prace jednostkowe, ale stosuje także technikę odlewu. Od niedawna do nagrzewania form zaczął wykorzystywać specjalną dmuchawę, która zmniejszyła czas termicznej obróbki do około godziny.
W dalszym ciągu rzeźbi figury św. Barbary, krasnoludy, Skarbników, formy pamiątkowe, np. kilofki, puchary czy kufle. Wykonał także, inspirowaną rzeźbą Ryszarda Trybulskiego, swoją wersję rodziny górniczej. Jest również autorem monstrancji, która w 2019 roku została ofiarowana przez górników, w dniu ich święta, do Kościoła pw. św. Barbary i św. Józefa w Jastrzębiu-Zdroju. Zrobił także, na zlecenie szkoły podstawowej w Gołkowicach, nagrodę w konkursie „Mistrz ortografii”. Grafitowa statuetka wykonana została w kształcie pióra (pozłacanego) i kałamarza. Liczne statuetki tworzy także na zlecenie koła łowieckiego, dla gołębiarzy i wędkarzy.
Nietypową pracą był samochód „garbus”, który Grzegoszczyk wykonał dla swojego syna, Volkswagen „ogórek” T2 i myśliwiec amerykański F117 zrobiony dla pasjonata lotnictwa.
Do wstępnej obróbki materiału wykorzystuje toporek, do rzeźbienia dłuta zrobione z ostrzy pił do cięcia metalu i noży tokarskich, które w większości robi i ostrzy sam. Używa także drewna, np. w formie trzonków lub na podstawy. Czasami, w zależności od zlecenia, wypala napisy, np. „Szczęść Boże” lub „darzbór”.
Grafit jest materiałem ciężkim do rzeźbienia. Pracując w nim, trzeba wszystko przewidzieć dziesięć kroków do przodu, np. robiąc klejenia, bo jeśli jest zrobione w niewłaściwym miejscu, to je widać. No i oczywiście strasznie brudzi, do tego trzeba się przyzwyczaić. Wybieram grafity w miarę miękkie, w których gładko się pracuje. Mimo wszystko lubię ten materiał, nawet bardziej niż drewno
– podsumowuje.



